Ale afera. Aż mnie coś kłuje w sercu na samą myśl. Ale po kolei.
Ktoś, rozumicie, jednak się odważył i zrobił użytek z tych zdjęć, co je Lucynie pstryknęli podczas ostatniego jej występu w klubie Braziliana. Ale to nie ja, naprawdę, jak bumcykcyk. Ja bym nigdy.
A się okazuje, że jeszcze był jakiś filmik, który bez montażu poszedł na Instagram. Podobnież kino mocne. I między wierszami dopisek, że viewer discretion is adviced. Nieważne. Za późno. Bo syćko wyciekło. No, boleję szczerze.

I tak zwany pełny komplet  materiałów operacyjnych trafił do ratusza, gdzie się podobnież już ktoś postarał, ażeby przesyłka trafiła we  właściwe ręce. A nie byle gdzie, czyli choćby na biurko rzeczniczki urzędu, niejakiej Iwonki. Która razem z Lucy łoi wódę i łyka wiecie co, jak pelikan ciepłe kluski. I która by całą tę aferę w trymiga zwekslowała. Ale nie ma tak dobrze.

Pakiet rzeczony trafił imiennie do epicentrum. Czyli do pani wice-kurwa-burmistrzyni. Która od dawien dawna ma z Lucy kosę. Nie dziwota zresztą, bo ta ostatnia uważana jest za jedną z najostrzejszych zawodniczek na lokalnym parkiecie. Podczas gdy burmistrzyni należy do najdzikszych i najbardziej zapamiętałych obrończyń wartości na poziomie zbliżonym do fanatyzmu. Nie zdziwiłabym się, gdyby codziennie przed szychtą odmawiała koronkę. I leżała krzyżem przez piętnaście minut.

Przykładowo. Gdy tu u nas niedawno w mieście był z wizytą duszpasterską Jarek, to kobita doświadczyła najwyraźniej jakiegoś przeżycia mistycznego. Oraz iluminacji. Powaga. Oglądałam to w kablówce. Prezes wsiada do fury, macha ręką, a ta wybiega przed tłum, rzuca się, rozumicie na maskę i krzyczy: Niech Bóg prowadzi, dziękujemy za wizytę, do-wi-dze-nia…

I taka siekiera dostała Lucy jak na tacy. Oj, będzie krew sikała. Co prawda, paru ustosunkowanych sadzeniaków Lucyny próbuje sprawę odkręcić, ale przypuszczam, że wątpię.

Mam nadzieje, że kolesina zgnije w lochu albo wyląduje na jakiejś zasłużonej posadce w gminnym ośrodku wspierania rozwoju rolnictwa. Gdyż bądźmy szczerzy. Ja i Lucy tak w oczy to ciuciuciu  i super koleżaneczki, ale tak naprawdę to nienawidzę tej bijaczy  organicznie.

Kiedyś opowiem dlaczemu.