Kojarzycie taką Mirelkę, co się kiedyś tak pruła o tego Arturka, podczas gdy niby miała jeszcze jednego faceta we wojsku na misji? Wypadek się jej zdarzył przedwczoraj. Aż chciałam opowiedzieć o tym Jadwini, ale ona jest od tygodnia na Teneryfie. I się kompletnie do niej dodzwonić nie mogę. A esemesy mi wracają. Nieważne.

No więc Mirelka się podobnież przewróciła na basenie, czy tam na rowerze, niezbyt dokładnie słuchałam. Jakoś tak niefortunnie upadła, że sobie tak ciałem przygniotła lewą rękę. I się ta ręka jej złamała. Oraz trzy zęby. Jeden całkiem, a dwa to tylko popękały. Ale one to już wcześniej słabe były, pamiętacie? Tam nawet lekarz sugerował jakieś prace protetyczno – zapobiegawcze. Widocznie nie zdążyła.

Trzeba, kurde, o zęby dbać, bo to potem są wciąż nowe z nimi kłopoty. Ja kilka lat temu wsadziłam w paszczę parę tysiów i mam spokój.  A ta Mirelka się wciąż użera. Ale już nie jest w szpitalu, tylko w domu. No, nieważne.

Patrzę ja wczoraj, a tu na fejsie cały czas mam status w związku. Kurde, w jakim związku? Chyba mnie wtedy pogięło, że tak ustawiłam. Poza tym niezgodne z prawdą, bo Zbigniewa, to już moje piękne, orzechowe oczy od prawie tygodnia nie widziały. I nie chcą oglądać. A tu długi weekend się zaczął, nieprawdaż.

Coś by trzeba namotać.