Chorowaliście kiedyś na migreny? Takie autentyczne… Ja pierdzielę, to jest apokalipsa i armagedon. Kurwa, światłowstręt, mroczki, iluminacje plus nieopisany ból twarzoczaszki. Z zębami, uszami, oczodołami i węzłami. Mówi lekarka, że jak już zaczęłam, to mi zostanie jako stała predyspozycja. Wypisuję się. Ale dobra, bo ja w sumie to nie o tym.

Weźcie mi podpowiedzcie jakieś fajne miejsce na Majówkę, bo kompletnie nie mam pomysła. Tak ze trzy dni, w porywach do pięciu. Ale żeby nie jakieś festyny, karkówki, wata cukrowa, pajdy ze smalcem, Lady Pank, wesołe miasteczko, kabarety i Kayah. Coś spokojniejszego, taki bardziej czilaut, dobra?

Lubię jeździć, furę mam na chodzie, to w sumie pasuje mi wszędzie. Mogę dół Polszy, albo zachód, albo na upartego nawet na wzmorie. Nie jadę na ścianę wschodnią, sory. Acha, i w miarę możliwości żeby były gokarty. Ale nie taki tor ustawiony ze starych opon na ruskim lotnisku albo nieczynnym bazarku…  Tylko profeska, dobre maszyny, jakaś hala, łapanie wyników, te sprawy.

Podpowiecie coś, please? Troszkę się, nieprawdaż, spieszy, bo bym jutro chciała rezerwować i już nie mieć stresa.

Oddźwięczę się.