- Ostatni raz – powiedziałam stanowczo, siadając naprzeciwko Jadwini, która w oczekiwaniu na mnie zdążyła już wytrąbić prawie całego Carlsberga.

- Co ostatni raz? – beztrosko spytała Jadwinia, jak gdyby nigdy nic.

- Słuchaj, narobiłaś strasznego syfu i jak zwykle ja musiałam wszystko po tobie sprzątać. Musiałam stawać na rzęsach i płaszczyć się przed takimi kutafonami, z którymi już nie zamierzałam w życiu rozmawiać. W chuj znajomości trzymanych na najczarniejszą godzinę uruchomiłam, bo tobie się zachciało rozbijać w restauracji…  A ty mi jeszcze kibel robiłaś w tym szpitalu i się w najlepsze zabawiałaś, podczas gdy ja zapierdalałam z językiem na brodzie, żeby cię z tego szajsu wyczyścić…

- Nie przesadzaj, Lolka… – żachnęła się Jadwinia. – Nie pierwszy nasz numer i nie ostatni…

- Nasz? – przerwałam jej. – Nasz, kurwa? Kiedy ostatni raz się za mnie musiałaś wstydzić? Kiedy mnie wyciągałaś z policyjnego dołka? Kiedy mnie po znajomości pakowałaś na internę, żeby mnie psiarnia nie dorwała? Nie rozpędziłaś się czasami? Wszystko chcesz zniszczyć…? Nawet mnie nie wpieniaj. Jeszcze coś w tym mieście możemy, jeszcze się nie zeszmaciłyśmy do końca, ale jak ty mnie zmuszasz, żebym ja szukała pomocy u zbójów, żeby twoja królewska dupa nie poszła siedzieć, to wybacz, ale ja się wypisuję. Bo przez twoją ułańską fantazję niedługo nie będę miała za co żyć. A jestem za stara żeby jeździć na zmywak do Irlandii albo na jakieś kurestwo we Włoszech.

- A idź ty w ogóle na rentę, już się taka piczka zasadniczka zrobiłaś, że nie mogę cię słuchać – stwierdziła Jadwinia, po czym jednym haustem dokończyła piwo i nie żegnając się wyszła z mojego mieszkania…

Zadzwoniła po godzinie i powiedziała, że wszystko przemyślała, że chyba jej się w głowie poprzewracało, że oczywiście docenia to wszystko, co zrobiłam, bardzo mi dziękuje i tak dalej. I spytała, czy może przyjść, by sprawę do końca rozgadać.

***

- Wiesz, czego się najbardziej bałam? – powiedziała wkrótce potem, dużo już pokorniejszym tonem… – Że się do  tamtego  dogrzebią.

- Dogrzebali – oznajmiłam lodowato. – Gdy ty się bawiłaś w szpital, to dotarłam do jednego ziutka, który się dowiedział, jakie są na ciebie kwity. A poza tym dożywotnio jesteś na bębnie i nie wiem, jakim cudem to miało nie wyjść…

- Nie piernicz – Jadwinię aż zatkało. – Przecież to było za kajtka, ile ja miałam wtedy lat? Ze trzynaście?

- No i co z tego? – przerwałam. – Pomogłoby ci to teraz, czy zaszkodziło, jak ci się zdaje? Bo po mojemu, to byś na milion procent poszła do pierdla albo wariatkowa z taką historią na koncie.

- Ale co? Wszystko tam było w tych papierach? Kompletnie? Że usiłowanie?

- Oczywiście – odparłam z zimną satysfakcją. – A dlaczego by ci mieli w międzyczasie zmienić kwalifikację? Za dobre sprawowanie niby? No, bądź realistką.

- Fak, Lolka ja chyba muszę spoważnieć i wyhamować, bo to się, kurde, dla wszystkich źle skończy – stwierdziła Jadwinia, trochę jakby przybita.

- No, zwolnij trochę – przyznałam. – Albo wyrywaj z miasta.

I na tym zakończymy.