Z Bożą pomocą cały ten ambaras skrystalizuje się przed weekendem. Czyli lada moment. Bo się Mirelka cudownie odnalazła i obecnie trwa mozolny proces ustalania prawdziwej wersji zdarzeń. Prowadzone są też intensywne czynności, mające na celu zdiagnozowanie faktycznego stanu jej zdrowia. Szczegóły niebawem.

Natomiast Jadwini podtruwać nie trzeba, gdyż się sama uspokoiła. Mój fortel był prosty jak konstrukcja cepa. Żeby nie rzec prostacki. Powiedziałam mianowicie ordynatorowi, żeby powiedział Jadwini, że się policja o nią dopytuje i że chcieli ją wstępnie przesłuchać na oddziele, ale on im nie dał wjazdu, gdyż Jadwiniowy stan zdrowia jeszcze na takie wzruszenia nie pozwala.

Zadziałało natychmiastowo. Skończyły się papieroski, telefony, internety i wypady do szpitalnego sklepu. Oraz na pobliski bazarek, bo i tam Jadwinię widywano w gustownym dresiku z frotki. Ale koniec tego dobrego. Siedzi w sali jak rencistka, rozwiązuje krzyżówki i udaje ciężko chorą. Długo nie pochoruje, bo chcemy ją wyjąć z tego szpitala może tak kole soboty. Musimy mieć jednak całkowitą pewność, że na zewnątrz sprawa jest skutecznie i bezapelacyjnie wyczyszczona.

A na to się zanosi.