Straszna renta w tę Wielkanoc. I wszystkie plany mi się skiepściły. Miałam pomysła, żeby pojechać do jakiegoś Karpacza, ale po pierwsze – coś mi się Jadwinia w tym roku usztywniała, a po drugie – powiedział nam kolega drogowiec, że dojazd może być koszmarny, więc odradza.

Potem mi się Jadwinia wypisała całkowicie, bo oświadczyła, że taki jest układ, iż musi pobyć z rodziną, bo ktoś tam ma dni policzone i wypada z nim pobyć w ten szczególny czas. Tym bardziej, że jakiś tam spadek się kroi i Jadwinia pragnęłaby zostać uwzględniona.

Była opcja żeby pójść do starych, ale perspektywa spędzenia wielu godzin w towarzystwie Mojej Durnej Siostry oraz Esmeraldy skutecznie mnie od tego pomysłu odwiodła. Powiedziałam im więc, że jednak jadę do tego Karpacza i się odpimpali.

Powyłączałam zatem wszystkie telefony, nie pokazuję się na fejsbuniu, tylko sobie siedzę w domu, piję napoje i gram w gry.

Bardzo mnie się to podoba.