Jadwinia to jest szybki lopez.
W ciągu czterech godzin zdążyła się napić, obrazić na mnie, wyjść, wrócić i narzygać do mojej niebieskiej miski. Bo dzisiaj to ja byłam sprajt, a Jadwinia pragnienie.
Oczywiście Jadwinia wszystko robiła w zielonym kapelusiku i koszulce Del Pierro. Potem narzuciła na siebie mój szlafrok i zgasła przed telewizorem. A jeszcze wcześniej oglądałyśmy „Oficera” i Jadwinia krzyczała, żeby nie zabijać Granta, bo on jest facetem Magdy M. i ona będzie strasznie płakała i ich zniszczy, tych wszystkich Kruszonów. Oczywiście do tego poleciało tysiąc kurew, chujów i spierdalajów. Jak to Jadwinia.
Teraz śpi. A ja sobie zasiadłam przed kompem jak hrabina i zaraz sobie pożyczę z pudełka Jadwini drugie piwo. Taka jestem.
Ale jutro będę chora…

Na koniec zagadka – co ja mam w tej chwili na głowie?